Sad eyes, Bad days..

polskie-zdania:

Z nią to jest tak, że w zasadzie trochę prześlizgnęła mi się przez palce. I zanim zapytasz, dlaczego do tego dopuściłem, odpowiem, że dotarło do mnie, że miałem ją w rękach, w momencie, w którym się z nich wysunęła. Wtedy jeszcze nie wiedziałem. Nie wiedziałem, co mógłbym jej zaoferować, bo wszystko, co miałem wydawało mi się mało wartościowe, więc wolałem nie dać nic. Onieśmielała mnie. Zadawała dużo niewygodnych pytań i rozumiała jakby zbyt dużo. Powodowała we mnie emocje nie do końca komfortowe. Chciała prawdy, a ja byłem w stanie dać jej wtedy tylko pokolorowaną półprawdę, którą dosyć szybko wyczuła. Chciałem, miałem nadzieję, że dźwignę, ale jednak nie dźwignąłem. Brakuje mi jej głowy. Brakuje mi tych trafnych spostrzeżeń i uważnego obserwowania świata. Tak, mogła być moja, wiem o tym. Ale nie jest i już nie będzie. I nie wiem czy to kwestia przegapienia szansy, ona po prostu zasługiwała na więcej, a ja nie byłem w stanie jej tego wtedy dać. Czasami staje mi przed oczami i wtedy potrzebuję chwili, by się rozpłynęła. Faktycznie po kilku minutach znika, ale przez te kilka minut nieprzyjemnie ciśnie mnie w klatce. Nie lubię gdybać, czy mogłem inaczej, bo wiem dobrze, że nie, ale czas mija, a żadna nie formułuje zdań tak jak ona. Jej przemyślenia były jak wielkie kolaże, które mógłbym oprawić i powiesić sobie na ścianie. Pewnie trochę będę sobie ją wyrzucał już zawsze. Jestem do bólu racjonalny, ale są takie sytuacje, w których armia racjonalnych argumentów przegrywa z kretesem. Mogła być moja… Nienawidzę, kurwa, tej myśli.


Marta Kostrzyńska

polskie-zdania:

Zdawało mi się, że skoro mówi to wszystko do mnie sam z siebie, to przecież nie muszę się martwić. Przecież nawet o to nie prosiłam. W ogóle nie marzyłam o tym, by po tygodniu znajomości zapewniał mnie, że zmieni dla mnie swoje życie. I choć tego nie oczekiwałam, trudno było nie widzieć w tych słowach pewnego rodzaju obietnicy i zapewnienia. No bo po co? Po co miałby udawać zachwyt i zaangażowanie w stosunku do kogoś, kogo dopiero poznał? Dlaczego miałam od razu prześwietlać go w poszukiwaniu intrygi? Dlaczego nie mogłam po prostu zaufać? Chwilę później już go nie było, a ja złamałam się pod swoją bezradnością. Byłam wściekła. Po raz kolejny cierpiałam przez czyjeś impulsy. Po raz kolejny musiałam zmierzyć się z człowiekiem, który nie brał odpowiedzialności ani za swoje słowa, ani za gesty. Nienawidziłam obrzucania wielkoformatowymi zachwytami, które nigdy nie miały do niczego prowadzić. Chodziło głównie o to, że o nic z tego, do cholery, nie prosiłaś. Nie chciałaś żadnych deklaracji. Nie chciałaś, by widział w tobie po tygodniu matkę swoich dzieci. Chciałaś tylko powoli testować coś, co wydawało się fajne. Byłaś już duża, więc dobrze wiedziałaś, że to nie twoja wina i nie miałaś na to żadnego wpływu, ale jasny chuj cię strzelał, że po raz kolejny czujesz się jak idiotka, choć ani trochę nie powinnaś.


Marta Kostrzyńska

polskie-zdania:

Spojrzał na mnie, jakby bardzo tęsknił. Ja też tęskniłam. Bardzo. I chyba to wiedzieliśmy, ale żadne z nas nie śmiało o tym mówić. Uczucia były w tych czasach zakazane. Zakazane i zbyt drogie. Ludzie próbowali zatem żyć bez nich. Niektórzy stosowali marne podróby, inni przepłacali na czarnym rynku, a jeszcze inni otwierali przydomowe manufaktury. To się generalnie kończyło źle, ale przecież nie można było nikogo winić. Przecież nikt się temu nie dziwił. Świat cierpiał na wiele deficytów i to był jeden z nich. Uczucia stały się towarem luksusowym. Byliśmy dorośli, a siedzieliśmy obok siebie przerażeni jak dzieci. Trzęsło się w nas wszystko. Misterne, klejone klejem na gorąco konstrukcje z emocjonalnych zapałek. Mentalne rusztowania, które chwiały się pod wpływem najmniejszego podmuchu wiatru.

- Nie zepsuj mi, dobra?

- Czego?

- Wszystkiego.

Załamał mi się głos.

- Nie chcę, żeby cię nie było.

- To mnie nie wyrzucaj.

- Już nie.

Zamilkłam. Przecierał nerwowo ręce, jakby czekał na moją odpowiedź. Co miałam powiedzieć? Że się nie boję? Że mam mnóstwo energii na kolejne próby? Że w ogóle nie zrzygam się pod siebie, jeśli znów mi ktoś z dnia na dzień zniknie z życia?

- Ok.

- Ok.

Uśmiechnął się i przyciągnął mnie do siebie. Chyba odetchnął. Poczułam intensywnie jego zapach i choć przez ostatnie dwa tygodnie marzyłam tylko o tym momencie, tak teraz, gdy w końcu nadszedł, byłam zdrętwiała i przestraszona. “No jest. No wrócił. O niczym innym nie marzyłaś ostatnie dwa tygodnie, bardzo proszę.” Oparta o jego klatkę spojrzałam martwym wzrokiem w podłogę. W ogóle nie odetchnęłam z ulgą. A miałam.


Marta Kostrzyńska

(via rozgrzeszenia)

whatever228sworld:

Wszystko, czego potrzebuję, to obecność. Poczucie bezpieczeństwa, że ten, którego kocham, nie zniknie nagle, niezapowiedzianie, bez słowa. Wyobrażasz sobie, jak wspaniałe muszą być noce, kiedy zasypiasz z pewnością, że już nic złego nie może się stać?

niechciaana:

“O czym myślisz” to dosłownie moje ulubione pytanie. To takie kochane jak ktoś zauważy, ze myślami jestem gdzieś indziej i jeszcze jest ciekawy gdzie. Tylko komuś komu na was zależy by je zadał.

(via choroba-duszy)